czwartek, 25.sierpnia.2011, 19:41
jako, że mam śmieszne popraweczki, a moje życie... jezu, wygląda tak dziwnie, dodaję nowe.
Lasse nie miał żadnych niecnych planów względem Elinor, ale wiedział, że takie rzeczy się zdarzają: dziewczyna za dużo wypije, ma krótką sukienkę, a on, mężczyzna prawdziwy, z zarostem i w ogóle, nie będzie mógł się oprzeć takiej dziwnej sytuacji. Nie, żeby chciał korzystać z okazji. To wszystko nie było typowe – nie czuł do Elinor szczególnego pociągu, ba, uważał ją za irytującą, chociaż ładną dziewczynę. I przecież spotykała się, podobno, z jego kumplem. Zastanawiał się, jak daleko stąd jest Marcus? Podobno była taka zasada 100 kilometrów, że jak partner jest dalej niż ta odległość, to nie ma zdrady. Nie zapytał Elinor, co sądzi na ten temat. Właściwie to poczuł się wykorzystany przez tą małą wariatkę - była nachlana, bełkotała jakieś głupoty i zaciągnęła go do wolnej koedukacyjnej toalety. Próbował jej coś tłumaczyć, mówić, że jest młodziutka i nie wie, co wyczynia, ale ona tylko pocałowała go mocno i szepnęła, żeby zamiast gadać, przeszedł do rzezy. Był przerażony, tak na poważnie. Z reguły to on był samcem alfa, ale kiedy dziewczyna przejmowała inicjatywę, nie potrafił się ustosunkować. To znaczy, potrafił, jeśli dziewczyna była samotna i wiekowo do niego zbliżona. A Eli wiła się przed nim jak mały, różowy wąż, wypinała pupę i zapraszała go do dobrej zabawy, ale Lasse myślał na tyle trzeźwo, więc bez przesady koleżanko.
- Wiem, że mnie chcesz, Lasse! - bełkotała, próbując wskoczyć na niego. No prawie by sobie wybiła zęby o jego brodę, odepchnął ją stanowczo i potrząsnął delikatnie.
- Słuchaj mnie, koleżanko. Nie wiem, jakie myśli krążą po twojej głowie, ale nie ze mną takie numery. Poza tym, jesteś zalana jak świnka – odpowiedział, chwytając ją za rękę i wypchnął ją z toalety. Wiedział, że Elinor była pijana i tylko dlatego tak wariowała, normalnie przecież nie wskakiwałaby na niego i nie mówiła takich rzeczy. Poczekał chwilę, jednak ona cały czas stała pod drzwiami.
- O chuj ci chodzi! Pizda! - krzyknęła i po chwili usłyszał, jak odchodzi. Odczekał jeszcze jakiś czas, po czym wyszedł z kabiny. Obawiał się ataku napalonej dziewczyny, ale w zamian zobaczył tylko zaskoczoną i chyba zranioną Suzi.
- Teraz bzykasz gówniary, które sypiają z twoim kumplem? Brawo, Lasse – warknęła. Lasse mógłby właściwie zacząć wyjaśniać, tłumaczyć się, ale czy to miało sens? Suzi i tak wiedziała swoje.
- To jest diabelskie nasienie, ta dziewczyna – powiedział tylko. Suzi prychnęła i wyszła z toalety, a Lasse pobiegł za nią. Widział, jak zaciska pięści i zastanawiał się, czy chce mu przywalić. Mógł sobie wyobrazić kilka powodów, żeby to zrobiła.
- Wiesz, jaki masz problem? Wydaje ci się, że możesz tak sobie ranić ludzi i mówić im, co jest ok, a co nie. Bierzesz ją do kibla, chociaż wiesz, że mnie wkurwia jak nikt na świecie. Dobrze się bawisz? - powiedziała nagle Suzi, zatrzymując się. Lasse wpadł na nią, ale odsunął się szybko. Nienawidził konfrontacji, a już zwłaszcza tych z Suzi. Była groźna. No i mieli kilka niezałatwionych spraw. Westchnął i zakrył usta dłonią.
- Słuchaj, powiem, jak było. Diabelskie nasienie, znane również jako Elinor, schlała się jak świnia i to ona mnie zaciągnęła i chciała wykorzystać. Żeby nie było, nie dałem się! - odpowiedział. Suzi posłała mu ironiczny uśmiech, ale wtedy Lasse chwycił ją za ramiona, obrócił i pokazał coś za jej plecami. - Widzisz ją? Patrz, jak tańczy i się zachowuje. A wcale nie zna tych klonów w bluzach Adidasa! Wierzysz mi?
Suzi spojrzała na Elinor, która ledwo trzymała się na nogach, ale wywijała w kółeczku chłopaków. Wiedziała, że coś z nią nie tak i nawet uwierzyła Lasse, ale z drugiej strony poczuła się w pewien sposób odpowiedzialna za tą małą wariatkę. Przecież przyszła tu z nimi, gdyby coś jej się stało, Marcus mógłby mieć do nich pretensje. Tylko, że gdyby mu na tej małej pindzie zależało, pewnie by tutaj był! Poszli wraz z Lasse do loży, gdzie grupka przyglądała się ekscesom ich nowej koleżanki.
- Założę się o sto koron, że bzyka się jak maszyna – mówił właśnie Kalle, nie spuszczając wzroku z Elinor. Anja i Carin skrzywiły się.
- Jesteś kurewsko obrzydliwy. Ona ma szesnaście lat! - krzyknęła oburzona Anja. Czuła się zniesmaczona zarówno przylepą K jak i małolatą E.
- Albo i mniej – dodał Lasse, bo chociaż zarzekała, że lat ma więcej, to jakoś jej nie wierzyli. Kalle posłał mu porozumiewawczy uśmiech.
- No, podziel się szczegółami. Daję sto koron, powtarzam, stówkę, za to, że jest ostra – powiedział, nachylając się nad Lasse. Ten zmarszczył brwi i przetarł twarz dłonią. Co za kretyn. Dlaczego w ogóle się z nim trzymają?
- Anja ma rację. Jesteś obrzydliwy. Nic z nią nie robiłem, powtarzam! Dajcie spokój – odpowiedział. Jakoś stracił ochotę na imprezowanie, wolał chyba pójść do domu, z dala od krzyczącej Suzi, wyuzdanej Elinor i pedofilskiego Kalle.
- Idę, a wy misie radźcie sobie z tą wariatką sami.
Suzi spojrzała na niego wyczekująco. No tak, pomyślał sobie Lasse. Ostatnio wszyscy spali u niego, tak jakby ucieczka Marcusa sprawiła, że nagle jego dom stał się tajną siedzibą młodych detektywów. Ale, do cholery, to była jego przystań, miał już dosyć panoszących się wszędzie ludzi; idzie do kuchni, a tam Suzi w bokserkach, na balkonie Anja paliła papierosy, a czasem wpada psychiczny Kalle i już w ogóle robi się nieciekawie. Chrząknął więc, czy zwrócił na siebie uwagę większości znajomych i oznajmił:
- Dzisiaj mój dom należy tylko do mnie. Wy macie gdzie mieszkać! Suzi, Anja i Carin przyznały mu rację, dziewczyny jak to dziewczyny – wolą wziąć kąpiel w swojej łazience. Pożegnali się wszyscy pięknie, ale nagle oprzytomniały Kalle (który większość czasu wpatrywał się w anonimowe pośladki kręcące się w okolicy) postanowił podzielić się ze zgromadzonymi swoją mądrością, mówiąc: - A co, bzykasz dzisiaj kogoś?
Tak postawione pytanie Lasse zostawił bez odpowiedzi.
Cisza. Normalna cisza, taka trochę przejmująca, bo dom Lasse był często pełen ludzi, tych mniej lub bardziej przyjacielskich. Kiedyś mieszkał nawet przez chwilę z Marcusem, ale ten chyba uznał, że co za dużo to niezdrowo i zamieszkał sam. Byli tak dojrzali, z tymi osobnymi kątami, wszyscy oni, płacili rachunki (a przynajmniej część), pracowali, pili poranne kawy na mieście i ogarniali szeroko pojęty high life (Anja bardzo to lubiła) Wyrosła z nich fajna i ogarnięta grupka, żyjąca w symbiozie. Lasse zamknął drzwi, zapalił światło w przedpokoju i zastanowił się, co ma teraz robić? Marcusa nadal nie ma. Wciąż nie daje znaku życia, równie dobrze może być zamknięty w czyjeś piwnicy, lub już nie żyje. Albo po prostu – co było najbardziej prawdopodobne – wiadomość o niedoszłej ciąży tak go przybiła, że uciekł.
- Głupi Marcus – mruknął do siebie Lasse i poszedł do kuchni.
Oj tam, zaraz głupi. Marcus siedział właśnie w salonie Petera i Batte wraz z dziwnymi bliźniakami i Matti i grali w bingo. Prędzej umarłby ze wstydu, niż przyznał się komuś w mieście, że bingo jest dla niego takie super. Po cichu marzył chyba, że wygra ten samochód albo wycieczkę. Chociaż iPada. Annika na okoliczność rodzinnych gier przebrała się i umyła, Marcus pomyślał nawet, że ślicznie jej w dżinsowych szortach i granatowym polo.
- Chyba przegrywasz – szepnęła mu do ucha Matti. Poczuł zapach gumy do żucia i jakiś cytrynowych perfum, ładnie się to komponowało. Kopnął ją lekko w kostkę, jak pięciolatek.
- Zajmij się sobą – mruknął, patrząc na ciąg liczb i klnąc w duchu, że zawsze pada liczba obok tej, którą miał! Cholerna niesprawiedliwość z tymi grami. - Chyba wyjdę zadzwonić do znajomych – poinformował nagle towarzystwo. Wszyscy spojrzeli na niego wtczekująco; Willmer i Annika pewnie niewiele z tego rozumieli, a Matti uśmiechnęła się z przekąsem.
- No pewnie, lepiej cofnij te oddziały policji, które po ciebie wysłali – doradziła. Marcus zgromił ją wzrokiem i wyszedł na dwór. Chociaż była noc, na dworze nie było ciemno, jak to zwykle latem. Zastanawiał się, do kogo zadzwonić; do Carin wolał nie, Suzi była poza zdecydowanie poza zasięgiem, z Anją też się szczególnie nie przyjaźnił, Elinor wolał nie słyszeć, więc... został mu tylko Lasse. Nie był szczególnie zadowolony, że padło na niego. Od dawna już nie przyjaźnili się jak kiedyś za czasów szkoły, niemniej jednak utrzymywali stały kontakt, sam nawet nie wiedział czemu. Mimo wszystko po krótkim rozważeniu wszystkich 'za' i 'przeciw' wyszło na to, że lepiej pogadać z facetem. Może zrozumie. Wybrał więc numer Lasse i z głośno bijącym sercem czekał, aż odbierze.
- Wiesz debilu, która jest godzina? I że dziewczyny sikają po nogach, że nie żyjesz? - powitał go Lasse po drugim sygnale. Głos miał zaspany, ale wydawał się szczęśliwy, że go słyszy. No, może nie szczęśliwy, ale zdecydowanie spokojniejszy. Marcus roześmiał się głośno.
- To długa historia, ale żyję, nie musicie się martwić – odpowiedział, oglądając się za ramię. Jego nowa tymczasowa rodzina oglądała How I Met Your Mother i śmiała się w najlepsze. Matti odwróciła się i spojrzała na niego. Pomachała mu z uśmiechem, na co odpowiedział tym samym.
- I to wszystko? Znikasz na kilka dni, ta twoja dupeczka świruje, dosłownie, a ty tylko mówisz, że nie mamy się martwić? Lepiej ty zacznij, bo skopię ci dupę, jak wrócisz – mruknął Lasse. Marcus wiedział, że kolega ma rację.
- Dobra, wiem. Jestem... właściwie sam nie wiem gdzie, na jakieś wsi, rozwalił mi się samochód i mieszkam z taką rodziną. Dziwnie brzmi, ale jest super i póki co nie dam rady wrócić – wyjaśnił. Lasse parsknął. Albo się krztusił, Marcus sam nie wiedział.
- No chyba cię pojebało. Wszyscy już wiemy, że uciekłeś po tej całej sprawie z poronieniem, ale stary, planujesz zostać na wsi? Zaprzyjaźniłeś się z jakąś krową, czy coś? - Lasse był już trochę rozbudzony, wiadomo. - Poza tym, mówię serio; przyjedź i uspokój tą Elinor, ona jest diaboliczna! - dodał. Marcus musiał przyznać, że nawet przez chwilę nie zaprzątał swoich myśli Elinor. Lubił ją, była radosna i świeża, ale nie miał zamiaru wiązać się z nią na poważnie. I jaka, że diaboliczna? Że niby wariatka? To mu się trochę kłóciło z wizerunkiem rozkosznej dziewczyny, jaki znał.
- Carin wam powiedziała? Dobra, nieważne. Muszę kończyć, odezwę się... nie wiem, jak będę wracał. Niedługo. - I nie czekając na odpowiedź kumpla, rozłączył się. Nagle świat, tamten zamknięty w kolorowym hermetycznym pudełku świat, wydał mu się tak odległy i niepotrzebny. Może nawet mógłby zakochać się w Matti lub Annice, zamieszkałby pod jednym dachem z Batte i Peterem i razem oglądaliby durne seriale i piekli malinowe ciasta. Porzuciłby pachnące perfumami dizajnerskie koszulki dla kraciastych flanel ubabranych w świeżo skoszonej trawie. Jezu, może nawet zmieniłby imię na Emil! Drzwi wejściowe się otworzyły i dołączyła do niego Matti. W ręku trzymała niebieską szklankę z domowej roboty kompotem czereśniowym. Podała ją Marcusowi i gestem wskazała, żeby usiadł obok niej na bujanej drewnianej ławeczce.
- Już wiedzą? - zapytała.
- Wiedzą. To znaczy, Lasse wie. On powie reszcie.
- Reszta się wkurwi? Marcus parsknął śmiechem.
- Wkurwi, nie wkurwi. Nie wiem. Głupio zrobiłem z tym wyjazdem, ale i tak niedługo muszę jechać. Naprawiliście mi samochód. Może wrócę – odpowiedział. Matti, z niedbałym koczkiem na czubku głowy, przechyliła figlarnie głowę. Miała kąciki ust brudne od malin, a pod oczami czarne smugi rozmazanej kredki.
- Możesz zostać, rzadko ktoś nas odwiedza. Ale powiedz mi najpierw, dlaczego w ogóle uciekłeś – nalegała. Marcus, po chwili ciszy i jednym, głośnym westchnięciu, spojrzał na nią zmęczony. A potem wszystko jej opowiedział.
Elinor starła makijaż i rzuciła brudną chusteczkę na stolik. Zagryzła blade, bo pozbawione szminki usta i powstrzymała się od śmiechu; rodzicie spali, wolała, żeby nie zorientowali się, że w ogóle wychodziła. Prawda, nie było ich jakiś czas, ale teraz, kiedy wrócili, dostaliby kurwicy wiedząc, że ich mała córeczka lata po klubach z jakimiś DWUDZIESTOLATKAMI, do tego prawie roznegliżowana! Wolała, kiedy mają o niej inne zdanie. Mogła wtedy robić, co chciała, a im wciskać każdą bajeczkę. We wszystko wierzyli. Ubrana w pasiaste szorciki i białą bokserkę władowała się pod kołdrę i zakryła głowę kołdrą. Dopiero teraz pozwoliła sobie na ciche roześmianie się. Rany, pomyślała, jak łatwo wkręcić się w to towarzystwo. Nie musiała nawet specjalnie się starać, wymyślać, udawać. Marcus od razu dał się owinąć wokół palca, tak jej się przynajmniej wydawało. Ta suka Suzi jeszcze pożałuje, że tak na nią patrzy. To samo Lasse - nie powinien był jej odpychać. Wiedziała o nich wszystko, o każdym z osobna; wcześniej wiedziała o powodzie ucieczki Marcusa, niż każdy z nich. Nawet szybciej, niż Marcus. Wiedziała, że Suzi podkochiwała się w Lasse. Zamknęła oczy - taką wiedzę będzie łatwo wykorzystać przeciwko nim. Ale wszystko powolutku, spokojnie...
Lasse nie miał żadnych niecnych planów względem Elinor, ale wiedział, że takie rzeczy się zdarzają: dziewczyna za dużo wypije, ma krótką sukienkę, a on, mężczyzna prawdziwy, z zarostem i w ogóle, nie będzie mógł się oprzeć takiej dziwnej sytuacji. Nie, żeby chciał korzystać z okazji. To wszystko nie było typowe – nie czuł do Elinor szczególnego pociągu, ba, uważał ją za irytującą, chociaż ładną dziewczynę. I przecież spotykała się, podobno, z jego kumplem. Zastanawiał się, jak daleko stąd jest Marcus? Podobno była taka zasada 100 kilometrów, że jak partner jest dalej niż ta odległość, to nie ma zdrady. Nie zapytał Elinor, co sądzi na ten temat. Właściwie to poczuł się wykorzystany przez tą małą wariatkę - była nachlana, bełkotała jakieś głupoty i zaciągnęła go do wolnej koedukacyjnej toalety. Próbował jej coś tłumaczyć, mówić, że jest młodziutka i nie wie, co wyczynia, ale ona tylko pocałowała go mocno i szepnęła, żeby zamiast gadać, przeszedł do rzezy. Był przerażony, tak na poważnie. Z reguły to on był samcem alfa, ale kiedy dziewczyna przejmowała inicjatywę, nie potrafił się ustosunkować. To znaczy, potrafił, jeśli dziewczyna była samotna i wiekowo do niego zbliżona. A Eli wiła się przed nim jak mały, różowy wąż, wypinała pupę i zapraszała go do dobrej zabawy, ale Lasse myślał na tyle trzeźwo, więc bez przesady koleżanko.
- Wiem, że mnie chcesz, Lasse! - bełkotała, próbując wskoczyć na niego. No prawie by sobie wybiła zęby o jego brodę, odepchnął ją stanowczo i potrząsnął delikatnie.
- Słuchaj mnie, koleżanko. Nie wiem, jakie myśli krążą po twojej głowie, ale nie ze mną takie numery. Poza tym, jesteś zalana jak świnka – odpowiedział, chwytając ją za rękę i wypchnął ją z toalety. Wiedział, że Elinor była pijana i tylko dlatego tak wariowała, normalnie przecież nie wskakiwałaby na niego i nie mówiła takich rzeczy. Poczekał chwilę, jednak ona cały czas stała pod drzwiami.
- O chuj ci chodzi! Pizda! - krzyknęła i po chwili usłyszał, jak odchodzi. Odczekał jeszcze jakiś czas, po czym wyszedł z kabiny. Obawiał się ataku napalonej dziewczyny, ale w zamian zobaczył tylko zaskoczoną i chyba zranioną Suzi.
- Teraz bzykasz gówniary, które sypiają z twoim kumplem? Brawo, Lasse – warknęła. Lasse mógłby właściwie zacząć wyjaśniać, tłumaczyć się, ale czy to miało sens? Suzi i tak wiedziała swoje.
- To jest diabelskie nasienie, ta dziewczyna – powiedział tylko. Suzi prychnęła i wyszła z toalety, a Lasse pobiegł za nią. Widział, jak zaciska pięści i zastanawiał się, czy chce mu przywalić. Mógł sobie wyobrazić kilka powodów, żeby to zrobiła.
- Wiesz, jaki masz problem? Wydaje ci się, że możesz tak sobie ranić ludzi i mówić im, co jest ok, a co nie. Bierzesz ją do kibla, chociaż wiesz, że mnie wkurwia jak nikt na świecie. Dobrze się bawisz? - powiedziała nagle Suzi, zatrzymując się. Lasse wpadł na nią, ale odsunął się szybko. Nienawidził konfrontacji, a już zwłaszcza tych z Suzi. Była groźna. No i mieli kilka niezałatwionych spraw. Westchnął i zakrył usta dłonią.
- Słuchaj, powiem, jak było. Diabelskie nasienie, znane również jako Elinor, schlała się jak świnia i to ona mnie zaciągnęła i chciała wykorzystać. Żeby nie było, nie dałem się! - odpowiedział. Suzi posłała mu ironiczny uśmiech, ale wtedy Lasse chwycił ją za ramiona, obrócił i pokazał coś za jej plecami. - Widzisz ją? Patrz, jak tańczy i się zachowuje. A wcale nie zna tych klonów w bluzach Adidasa! Wierzysz mi?
Suzi spojrzała na Elinor, która ledwo trzymała się na nogach, ale wywijała w kółeczku chłopaków. Wiedziała, że coś z nią nie tak i nawet uwierzyła Lasse, ale z drugiej strony poczuła się w pewien sposób odpowiedzialna za tą małą wariatkę. Przecież przyszła tu z nimi, gdyby coś jej się stało, Marcus mógłby mieć do nich pretensje. Tylko, że gdyby mu na tej małej pindzie zależało, pewnie by tutaj był! Poszli wraz z Lasse do loży, gdzie grupka przyglądała się ekscesom ich nowej koleżanki.
- Założę się o sto koron, że bzyka się jak maszyna – mówił właśnie Kalle, nie spuszczając wzroku z Elinor. Anja i Carin skrzywiły się.
- Jesteś kurewsko obrzydliwy. Ona ma szesnaście lat! - krzyknęła oburzona Anja. Czuła się zniesmaczona zarówno przylepą K jak i małolatą E.
- Albo i mniej – dodał Lasse, bo chociaż zarzekała, że lat ma więcej, to jakoś jej nie wierzyli. Kalle posłał mu porozumiewawczy uśmiech.
- No, podziel się szczegółami. Daję sto koron, powtarzam, stówkę, za to, że jest ostra – powiedział, nachylając się nad Lasse. Ten zmarszczył brwi i przetarł twarz dłonią. Co za kretyn. Dlaczego w ogóle się z nim trzymają?
- Anja ma rację. Jesteś obrzydliwy. Nic z nią nie robiłem, powtarzam! Dajcie spokój – odpowiedział. Jakoś stracił ochotę na imprezowanie, wolał chyba pójść do domu, z dala od krzyczącej Suzi, wyuzdanej Elinor i pedofilskiego Kalle.
- Idę, a wy misie radźcie sobie z tą wariatką sami.
Suzi spojrzała na niego wyczekująco. No tak, pomyślał sobie Lasse. Ostatnio wszyscy spali u niego, tak jakby ucieczka Marcusa sprawiła, że nagle jego dom stał się tajną siedzibą młodych detektywów. Ale, do cholery, to była jego przystań, miał już dosyć panoszących się wszędzie ludzi; idzie do kuchni, a tam Suzi w bokserkach, na balkonie Anja paliła papierosy, a czasem wpada psychiczny Kalle i już w ogóle robi się nieciekawie. Chrząknął więc, czy zwrócił na siebie uwagę większości znajomych i oznajmił:
- Dzisiaj mój dom należy tylko do mnie. Wy macie gdzie mieszkać! Suzi, Anja i Carin przyznały mu rację, dziewczyny jak to dziewczyny – wolą wziąć kąpiel w swojej łazience. Pożegnali się wszyscy pięknie, ale nagle oprzytomniały Kalle (który większość czasu wpatrywał się w anonimowe pośladki kręcące się w okolicy) postanowił podzielić się ze zgromadzonymi swoją mądrością, mówiąc: - A co, bzykasz dzisiaj kogoś?
Tak postawione pytanie Lasse zostawił bez odpowiedzi.
Cisza. Normalna cisza, taka trochę przejmująca, bo dom Lasse był często pełen ludzi, tych mniej lub bardziej przyjacielskich. Kiedyś mieszkał nawet przez chwilę z Marcusem, ale ten chyba uznał, że co za dużo to niezdrowo i zamieszkał sam. Byli tak dojrzali, z tymi osobnymi kątami, wszyscy oni, płacili rachunki (a przynajmniej część), pracowali, pili poranne kawy na mieście i ogarniali szeroko pojęty high life (Anja bardzo to lubiła) Wyrosła z nich fajna i ogarnięta grupka, żyjąca w symbiozie. Lasse zamknął drzwi, zapalił światło w przedpokoju i zastanowił się, co ma teraz robić? Marcusa nadal nie ma. Wciąż nie daje znaku życia, równie dobrze może być zamknięty w czyjeś piwnicy, lub już nie żyje. Albo po prostu – co było najbardziej prawdopodobne – wiadomość o niedoszłej ciąży tak go przybiła, że uciekł.
- Głupi Marcus – mruknął do siebie Lasse i poszedł do kuchni.
Oj tam, zaraz głupi. Marcus siedział właśnie w salonie Petera i Batte wraz z dziwnymi bliźniakami i Matti i grali w bingo. Prędzej umarłby ze wstydu, niż przyznał się komuś w mieście, że bingo jest dla niego takie super. Po cichu marzył chyba, że wygra ten samochód albo wycieczkę. Chociaż iPada. Annika na okoliczność rodzinnych gier przebrała się i umyła, Marcus pomyślał nawet, że ślicznie jej w dżinsowych szortach i granatowym polo.
- Chyba przegrywasz – szepnęła mu do ucha Matti. Poczuł zapach gumy do żucia i jakiś cytrynowych perfum, ładnie się to komponowało. Kopnął ją lekko w kostkę, jak pięciolatek.
- Zajmij się sobą – mruknął, patrząc na ciąg liczb i klnąc w duchu, że zawsze pada liczba obok tej, którą miał! Cholerna niesprawiedliwość z tymi grami. - Chyba wyjdę zadzwonić do znajomych – poinformował nagle towarzystwo. Wszyscy spojrzeli na niego wtczekująco; Willmer i Annika pewnie niewiele z tego rozumieli, a Matti uśmiechnęła się z przekąsem.
- No pewnie, lepiej cofnij te oddziały policji, które po ciebie wysłali – doradziła. Marcus zgromił ją wzrokiem i wyszedł na dwór. Chociaż była noc, na dworze nie było ciemno, jak to zwykle latem. Zastanawiał się, do kogo zadzwonić; do Carin wolał nie, Suzi była poza zdecydowanie poza zasięgiem, z Anją też się szczególnie nie przyjaźnił, Elinor wolał nie słyszeć, więc... został mu tylko Lasse. Nie był szczególnie zadowolony, że padło na niego. Od dawna już nie przyjaźnili się jak kiedyś za czasów szkoły, niemniej jednak utrzymywali stały kontakt, sam nawet nie wiedział czemu. Mimo wszystko po krótkim rozważeniu wszystkich 'za' i 'przeciw' wyszło na to, że lepiej pogadać z facetem. Może zrozumie. Wybrał więc numer Lasse i z głośno bijącym sercem czekał, aż odbierze.
- Wiesz debilu, która jest godzina? I że dziewczyny sikają po nogach, że nie żyjesz? - powitał go Lasse po drugim sygnale. Głos miał zaspany, ale wydawał się szczęśliwy, że go słyszy. No, może nie szczęśliwy, ale zdecydowanie spokojniejszy. Marcus roześmiał się głośno.
- To długa historia, ale żyję, nie musicie się martwić – odpowiedział, oglądając się za ramię. Jego nowa tymczasowa rodzina oglądała How I Met Your Mother i śmiała się w najlepsze. Matti odwróciła się i spojrzała na niego. Pomachała mu z uśmiechem, na co odpowiedział tym samym.
- I to wszystko? Znikasz na kilka dni, ta twoja dupeczka świruje, dosłownie, a ty tylko mówisz, że nie mamy się martwić? Lepiej ty zacznij, bo skopię ci dupę, jak wrócisz – mruknął Lasse. Marcus wiedział, że kolega ma rację.
- Dobra, wiem. Jestem... właściwie sam nie wiem gdzie, na jakieś wsi, rozwalił mi się samochód i mieszkam z taką rodziną. Dziwnie brzmi, ale jest super i póki co nie dam rady wrócić – wyjaśnił. Lasse parsknął. Albo się krztusił, Marcus sam nie wiedział.
- No chyba cię pojebało. Wszyscy już wiemy, że uciekłeś po tej całej sprawie z poronieniem, ale stary, planujesz zostać na wsi? Zaprzyjaźniłeś się z jakąś krową, czy coś? - Lasse był już trochę rozbudzony, wiadomo. - Poza tym, mówię serio; przyjedź i uspokój tą Elinor, ona jest diaboliczna! - dodał. Marcus musiał przyznać, że nawet przez chwilę nie zaprzątał swoich myśli Elinor. Lubił ją, była radosna i świeża, ale nie miał zamiaru wiązać się z nią na poważnie. I jaka, że diaboliczna? Że niby wariatka? To mu się trochę kłóciło z wizerunkiem rozkosznej dziewczyny, jaki znał.
- Carin wam powiedziała? Dobra, nieważne. Muszę kończyć, odezwę się... nie wiem, jak będę wracał. Niedługo. - I nie czekając na odpowiedź kumpla, rozłączył się. Nagle świat, tamten zamknięty w kolorowym hermetycznym pudełku świat, wydał mu się tak odległy i niepotrzebny. Może nawet mógłby zakochać się w Matti lub Annice, zamieszkałby pod jednym dachem z Batte i Peterem i razem oglądaliby durne seriale i piekli malinowe ciasta. Porzuciłby pachnące perfumami dizajnerskie koszulki dla kraciastych flanel ubabranych w świeżo skoszonej trawie. Jezu, może nawet zmieniłby imię na Emil! Drzwi wejściowe się otworzyły i dołączyła do niego Matti. W ręku trzymała niebieską szklankę z domowej roboty kompotem czereśniowym. Podała ją Marcusowi i gestem wskazała, żeby usiadł obok niej na bujanej drewnianej ławeczce.
- Już wiedzą? - zapytała.
- Wiedzą. To znaczy, Lasse wie. On powie reszcie.
- Reszta się wkurwi? Marcus parsknął śmiechem.
- Wkurwi, nie wkurwi. Nie wiem. Głupio zrobiłem z tym wyjazdem, ale i tak niedługo muszę jechać. Naprawiliście mi samochód. Może wrócę – odpowiedział. Matti, z niedbałym koczkiem na czubku głowy, przechyliła figlarnie głowę. Miała kąciki ust brudne od malin, a pod oczami czarne smugi rozmazanej kredki.
- Możesz zostać, rzadko ktoś nas odwiedza. Ale powiedz mi najpierw, dlaczego w ogóle uciekłeś – nalegała. Marcus, po chwili ciszy i jednym, głośnym westchnięciu, spojrzał na nią zmęczony. A potem wszystko jej opowiedział.
Elinor starła makijaż i rzuciła brudną chusteczkę na stolik. Zagryzła blade, bo pozbawione szminki usta i powstrzymała się od śmiechu; rodzicie spali, wolała, żeby nie zorientowali się, że w ogóle wychodziła. Prawda, nie było ich jakiś czas, ale teraz, kiedy wrócili, dostaliby kurwicy wiedząc, że ich mała córeczka lata po klubach z jakimiś DWUDZIESTOLATKAMI, do tego prawie roznegliżowana! Wolała, kiedy mają o niej inne zdanie. Mogła wtedy robić, co chciała, a im wciskać każdą bajeczkę. We wszystko wierzyli. Ubrana w pasiaste szorciki i białą bokserkę władowała się pod kołdrę i zakryła głowę kołdrą. Dopiero teraz pozwoliła sobie na ciche roześmianie się. Rany, pomyślała, jak łatwo wkręcić się w to towarzystwo. Nie musiała nawet specjalnie się starać, wymyślać, udawać. Marcus od razu dał się owinąć wokół palca, tak jej się przynajmniej wydawało. Ta suka Suzi jeszcze pożałuje, że tak na nią patrzy. To samo Lasse - nie powinien był jej odpychać. Wiedziała o nich wszystko, o każdym z osobna; wcześniej wiedziała o powodzie ucieczki Marcusa, niż każdy z nich. Nawet szybciej, niż Marcus. Wiedziała, że Suzi podkochiwała się w Lasse. Zamknęła oczy - taką wiedzę będzie łatwo wykorzystać przeciwko nim. Ale wszystko powolutku, spokojnie...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
Komentarze (1), Dodaj